...biblioteka.warszawa1939.pl

Kościół księży dominikanów w Warszawie.

Autor: Franciszek Maksymilian Sobieszczański
rysował z natury Kozarski


   Zakon który wydał z grona swego tylu mężów jaśniejących nauką i wymową, mający od czasu swego założenia po wielu miejscach dawnej Polski swoje kościoły i klasztory, w Warszawie osiadł stale dopiero za panowania Zygmunta III. Sprowadzili się dominikanie tutaj sami, o własnym koszcie; za zebrane ze składek pieniądze zakupili od mieszczan grunta i przy pomocy bogobojnych ludzi postawili dom Boży drewniany i podobneż mieszkanie dla siebie, 1603 r.

   Pierwszy co kierował całem tem przedsięwzięciem, był ksiądz Abraham Bzowski, znany w naszej powszechnej literaturze, znakomity historyk kościelny.

   Teraźniejsza świątynia murowana założoną została w r. 1605, pod tytułem św. Jacka, a ukończoną w zupełności 1638 r. podług planu mularza Jana Włocha. Przyłożyli się do jej powiększenia i ozdoby liczni fundatorowie, którzy zapisali na ten cel znaczne summy, wystawili przy niej piękne kaplice, powznosili ołtarze i wewnątrz kościół ozdabiali. Takimi dobrodziejami, pomiędzy innymi, byli: zasłużony w dziejach Warszawy ród Baryczków; Anna Tarnowska kasztelanowa konarska, zmarła w r. 1608; Stanisław Radziejowski wojewoda rawski, który wymurował kaplicę zwaną śnieżną i w niej grób dla swojej rodziny 1632 r.; Jadwiga Mińska, wielka dominikanów zwolenniczka, która nietylko darowała im dwa swoje domy przy ulicy Freta, ale przyłożyła się jeszcze i do przebudowania kaplicy zwanej ciemną.

   W ten sposób wzniósł się gmach obszerny i okazały, który podziwia w swoim opisie Warszawy Jarzembski budowniczy, w r. 164,3, utrzymując iż podobnego nie było jeszcze w stolicy. Chwali on szczególnie piękne w nim ołtarze, stalla, ambonę i bogate sprzęty, wspomina o wytwornem malowaniu i kształtnej facyacie, na wierzchu której stały z kamienia wyrobione Matka Bozka i św. Anna. Potem wymurowany był rozległy, największy ze wszystkich klasztor, ukończony w r. 1646, obejmujący obszerne refektarze, wielką bibliotekę i liczne cele dla zakonników. Zgromadzenie, od samego początku hojnie opatrzone, zaprowadziło natychmiast w kościele swoim Arcybractwo różańcowe, do którego wpisało się mnóstwo osób płci obojej, z najwyższych stanów i z pośród mieszczan warszawskich. Przybyło też kościołowi niemało powagi przez obraz N. Panny, który od założenia zawieszany na uboczu, skoro zaczął słynąć cudami, przeniesiono uroczyście do ołtarza, poświęcono i wielkie nabożeństwa odprawiano. Zakon tedy wzrastał w coraz większą zamożność i znaczenie; mnożyły się zapisy, składano ofiary nietylko w pieniądzach, ale nawet obszerne dobra ziemskie przeznaczano na własność klasztoru, na służbę Bożą. Pomyślność tę wstrzymały naprzód panujące w kraju morowe zarazy. Powietrze w r. 1625 rozpędziło wielu zakonników, pozostali zaś gorliwie słuchali spowiedzi i komunią św. podawali zapowietrzonym przez dziury, umyślnie na ten cel w podwojach kościelnych wywiercone, które do dziś dnia pozostały, a gdy i ci pomarli, bracia różańcowi zabrali do siebie klucze od Kościoła i klasztoru. Toż samo się działo. podczas drugiej epidemii 1628 i 1629 r. w ciągu Której gmachy przez kilka miesięcy były opuszczone i zamknięte. Najdotkliwszy atoli cios im zadała wojna 1655 r.; chociaż .bowiem w refektarzu tutejszym zawarte zostały układy pomiędzy magistratem warszawskim a Karolem Gustawem o poddanie się miasta, Szwedzi wypędzili dominikanów z kościoła i klasztoru i zajęli je na swój użytek. Cały rok gościli oni tutaj, okropnie zniszczywszy szczególnie kościół, tak że kiedy księża doń wrócili, po wyreparowaniu na nowo poświęcać go musieli 1661 r.

   I w dalszych latach niejedna jeszcze klęska na klasztor spadła. Opuścili go znowu zakonnicy podczas grasującego od r. 1677 do 1679 powietrza, przeniósłszy się do Mięcina. Pożar w r. 1750 zniszczył im dzwonice i stopił dzwony. Lecz zjawiali się zawsze dobroczyńcy, którzy hojnemi zapisami i fundacyami zacierali niebawem nieszczęść tych ślady. Takimi mianowicie byli: sławny w swoim czasie wojownik Aleksander Polanowski, pochowany w tutejszym kościele, Adam Kotowski stolnik wyszogrodzki, którego kosztem stanęła piękna, po większej części marmurowa kaplica św. Dominika, i t. p. Obok nich zabiegli i gorliwi przełożeni ze swojej strony przykładali się do ozdoby i świetności kościoła. Dopiero w ostatniej połowie zeszłego stulecia okres szczęścia zamknął się dla dominikanów bezpowrotnie. Majątki ziemskie stracili przez procesa i zajęcia na własność rządu pruskiego, pieniądze na upadłych bankach, srebra na potrzeby klasztoru. Za Francuzów gmachy zajęto na szpital i składy sprzętów wojskowych. Czasy też księztwa warszawskiego kosztowały zubożały klasztor dość znaczne summy w gotowiźnie, prócz strat niepowetowanych w bibliotece i t. p. 

   Później jednak, już za Królestwa, byt zgromadzenia poprawił się: dźwignęły się powoli budowle, wzrosły także nieco i fundusze. Miejsce starego muru, przy którym były sklepy, zastąpiła nowa wystawa od ulicy; wielki refektarz zamieniono na pomieszczenie szkoły publicznej; kościół ten stopniowo do coraz lepszego przychodząc stanu, odnawiany w latach 1815, 1839, 1844 i 1853, utrzymuje się dotąd w należytym porządku.




   Jest on w kształcie w jakim był niegdyś metropolitalny św. Jana. Dwupiętrową jego facyatę zastawia od ulicy przybudowanie w stylu gotyckim, podług planu Hilarego Szpilewskiego w r. 1823 wystawione, w którem mieszczą się teraz sklepy kupieckie. Na wierzchu dawnego kościoła stoją posągi z ciosu, wyobrażające Matkę Bozką jako Królową Niebios, z berłem w ręku i Dzieciątkiem Jezus, a po bokach dwóch Świętych zakonu kaznodziejskiego. Na prawej stronie wznosi się. trzypiętrowa dzwonica, z krzyżem żelaznym, pięknie wyrobionym na wierzchu. Wewnątrz ołtarzów, oprócz kaplicznych, jest czternaście. Niektóre niezłą snycerską robotą wykonane, wszystkie zaś świeżą pozłotą przed kilkunastą laty i wcale niegustownemi metalicznemi kolorami powleczone. Z tych celniejsze są: ołtarz wielki, z dawnego kościoła pobernadyńskiego na Pradze pochodzący, z obrazem Pana Jezusa ukrzyżowanego; boczne zaś z podwójnemi obrazami głównemi i na zasuwach, niektóre wcale niezłego pędzla. Z kolei idą: N. Panny Różańcowej, N. P. Bolesnej, Imienia Jezus, św. Wincentego Fereryusza, św. Tomasza z Akwinu, Wszystkich Swiętych, ś. ś. Kryspina i Kryspiniana, św. Jakuba apostoła, św. Jacka, św. Róży Limańskiej, Przemienienia Pańskiego, św. Józefa i nakoniec na filarze Pana Jezusa ukrzyżowanego. Kazalnica, kosztownej i wspaniałej snycerskiej roboty, wizerunkami świętych przyozdobiona i gustownemi draperyami z drzewa ubrana, nosi na drzwiach wejścia datę 1749 r.

   Znajdują się tu także trzy piękne kaplice. Pierwsza, wystawiona w r. 1691 przez Adama Kotowskiego, cała z kwadratowego porfirowego kamienia. Ołtarz mieści w sobie marmurowy ze sztukateryą, na którym jest obraz św. Dominika, a sklepienie zdobi dobre malowanie alfresco. Pod tą kaplicą spoczywają zwłoki fundatora i żony Jego Małgorzaty w trumnach marmurowych. Tu także złożone są ciała: ks. Damascena Lubienieckiego biskupa bakońskiego, Oborskiego podkomorzego liwskiego i Aleksandra Polanowskiego. Druga kaplica, założona przez Radziejowskiego, zawiera ołtarz z obrazem N. Panny Śnieżnej. Tu są groby familii Radziejowskich, pomiędzy którymi złożone jest i ciało głośnego w historyi krajowej z czasów wojny szwedzkiej, smutnej pamięci podkanclerżego Hieronima Radziejowskiego, zmarłego w Konstantynopolu, tudzież kardynała Michała i dwóch ciotek króla lana III Sobieskiego. Trzecia nakoniec kaplica Skonania Pana Jezusa, albo inaczej ciemną zwana, podług podania stanowiła pierwszy kościół tutejszych dominikanów, jest zatem najdawniejszą z murów klasztornych. Przekonywają o tem dwa znajdujące się w niej nagrobki, z których na pierwszym z prawej strony mieści się następny napis wierszami:

          Niechaj przyjmie ducha mego
          Bóg Wszechmocny, bo od Niego
          Był mi dany; z sobą cnoty
          Wezmę na sąd, a klejnoty
          Świat niechaj ma; w ziemi ciało,
          Jak w matce swej będzie trwało,
          Panu Bogu cześć i chwała!

   Dalej prozą opisuje, iż tu pochowana Anna Tarnowska kasztelanowa konarska, zmarła w r. 1608, która przy murowaniu kościoła nietylko stanowiła, ale też hojną jałmużną to miejsce opatrzyła! Na drugim zaś po lewej stronie łaciński napis. głosi cnoty drugiej fundatorki, Jadwigi Mińskiej obywatelki warszawskiej, zmarłej w r. 1611. Kaplica ta, pod zarządem bractwa Skonania. Pana Jezusa zostająca, odnowioną była w r. 1854.

   Pomiędzy nagrobkami, zdobiącemi wnętrze świątyni, odznaczają się: grobowiec Katarzyny Ossolińskiej, zmarłej w r. 1607, z nakrapianego marmuru, z całą leżącą figurą; Aleksandra Polanowskiego chorążego wielkiego koronnego, znakomitego rycerza, zmarłego w r. 1687; Stanisława Baryczki podczaszego czernichowskiego, ostatniego potomka tej rodziny, zmarłego 1682 r.; Stanisława Hieronima Potkańskiego scholastyka płockiego, zmarłego r. 1780. Adama Kotowskiego i żony jego Małgorzaty, zmarłych w r. 1693 i 1699 i wiele innych.

   Osobliwością tutejszą są także na podłodze bronzowe tafle z napisami ormiańskiemi, które wskazują miejsce spoczynku ostatniego niegdyś możnej tutejszej rodziny Kupieckiej Menianinów z Jazłowca. W kapitularzu godny jest widzenia zbiór portretów biskupów, wyniesionych ze zgromadzenia dominikanów. Nakoniec pomiędzy wielu nabożeństwami w kościele obchodzonemi, ze szczególną uroczystością odbywają się corocznie w pierwszych dniach października procesye różańcowe po Nowem-Mieście w dniu N. Panny Zwycięzkiej, w których od najdawniejszych czasów bierze udział cała prawie Warszawa.

[Powrót]